Rozważania wielkopostne
Stacja IX – Trzeci upadek
Jezusowe upadki mogą przejmować grozą, ale dodają też otuchy. Mistrz po każdym z nich powstawał i szedł dalej, choć były coraz boleśniejsze, a Jego siły coraz słabsze. Jezus nie poddał się mimo nad- i nie-ludzkiego trudu. Przygniatający krzyż, zadawane ciosy, psychiczne nękanie miały odebrać Skazańcowi moc do ukończenia niepojętej misji wypełnienia woli Bożej na jerozolimskim bruku. Męka i śmierć miały wybić Mu z głowy bycie Synem Bożym, tymczasem stały się tego potwierdzeniem.
Św. Franciszek również przyjmował liczne choroby, ciosy i trudności, które miały zniszczyć w zalążku dzieło ubogiego naśladowania Chrystusa. Bł. Tomasz z Celano o Biedaczynie pisze: „Gdyby ktoś chciał zliczyć wszystko, co on przecierpiał, wyszedłby poza list Apostoła, w którym mowa o uciskach znoszonych przez Świętych (Hbr 11,33-38)”. Święty nigdy się jednak nie zatrzymał, nieustannie na nowo podejmując decyzję pójścia za Panem.
W upadku możemy też zobaczyć zatrzymanie się. Jezus nie znajduje w nim chwili wytchnienia, bo przyjmuje na siebie nasze udręki i grzechy. Każdy z nas natomiast potrzebuje pauzy, momentu oderwania od codziennych zajęć. Wówczas może usłyszeć głos Boga. W wielkim poście warto sobie na to pozwolić. Jest z tym związane pewne ryzyko: możemy stanąć oko w oko z tą częścią naszej duszy, którą chcielibyśmy ukryć nawet przed samymi sobą. Nie jest to jednak wystarczający powód do zagłuszania sumienia. Upadki nie przekreślają naszego życia. Błędy nie wymazują nas z pamięci Boga. Grzechy nie mają mocy zabić naszej duszy, jeśli będziemy konsekwentnie nawracać serce do miłosiernego Ojca. Trzeba być więc odważnym w konfrontowaniu się z Ewangelią. To prowadzi do wyzwolenia się ze zła ku jedynemu Dobru.
Św. Franciszek walcząc o świętość, zmagając się ze swoimi grzechami i słabościami, pragnął powstawać. Wpatrzony w przykład Jezusa leżącego pod krzyżem po trzecim upadku, poznał łaskę tej chwili. Utożsamiając się z Upadłym, przyjmujemy Jego łaskę, która podnosi i prowadzi do wypełnienia woli Bożej i chwały zmartwychwstania.
Stacja X – Jezus z szat obnażony
Nie zawsze jesteśmy w stanie zrozumieć człowieka Bożego. Myśl zanurzona w Bogu wydaje się wznosić wysoko ponad naszymi wyobrażeniami. Pragnienie naśladowania Mistrza także w upokorzeniach wydaje się być szaleństwem. I, będąc szczerym, nasza podejrzliwość wobec radykalnych zachowań religijnych jest wielokrotnie usprawiedliwiona.
Zatrzymując się przy X stacji drogi krzyżowej przypuszczalnie szybko przyjdzie nam na myśl obraz św. Franciszka, rozbierającego się w obecności tłumu, gdy jego własny ojciec postawił go przed sądem biskupim. Czyn młodzieńca nie był jednak wyraz ekshibicjonizmu. Franciszek bronił w ten szokujący sposób prawa do życia Ewangelią ponad rodzinnym i społecznym naciskiem. Św. Bonawentura, autor najważniejszej średniowiecznej biografii świętego, przywołuje jego słowa skierowane do ojca: „Aż do tej godziny nazywałem cię moim ziemskim ojcem. Od teraz natomiast będę mógł mówić z całą mocą prawdy: «Ojcze nasz, który jesteś w niebie». W Nim pokładam teraz całe moje bogactwo, w Nim cała moja ufność i nadzieja”. Franciszek zdejmując z siebie nawet bieliznę, zrzekł się wszelkiego ziemskiego dziedzictwa, które mogło być przeszkodą dla jego powołania. Jego serce wpatrywało się w przykład Jezusa odartego z szat na Golgocie, nauczającego wcześniej, że „Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym” (Mk 10, 29-30).
Choć jest to jedno z najmocniej wpisujących się w obraz Franciszkowego radykalizmu zdarzeń, nie powinniśmy się na nim zatrzymywać. Pojedyncze akty gorliwości nie zawsze są wyrazem wielkiej świętości. Człowiek błogosławiony naśladuje Jezusa regularnie, stale współpracując z łaską Bożą. Czas najlepiej weryfikuje cnoty i pozwala odróżnić chrześcijańską doskonałość od szaleństwa.
Gdy patrzymy na Jezusa odzieranego z szat, możemy zwrócić uwagę nie tylko na Jego zupełne poniżenie, ale także, a może przede wszystkim, na Jego zanurzenie w Ojcu. Upokorzenia ziemskie nie rozrywają Ich relacji. To, co zewnętrzne nie niszczy wolności ducha Jezusa. Przyjmuje On coraz boleśniejsze ciosy, ponieważ chce absolutnie każdy fragment swojego życia uświęcić, ofiarując go Bogu.
Ks. Mateusz Szostak