Ks. dr Grzegorz Stephan

Urodził się 1 stycznia 1958 w Pszczynie jako syn Wunibalda i Weroniki z d. Weiser. Szkołę podstawową ukończył w Goczałkowicach Zdroju (1965-1973), a następnie uczył się w Liceum Ogólnokształcącym im. Bolesława Chrobrego w Pszczynie (1973–1977). Po maturze wstąpił do Wyższego Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie (1977). W 1980 roku seminarium zostało przeniesione do Katowic i tam klerycy kontynuowali studia. Święcenia kapłańskie przyjął 19 kwietnia 1984 w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach z rąk bpa Herberta Bednorza.

Po święceniach był wikarym w parafii św. Jadwigi Śląskiej w Rybniku (1984-1987). Następnie przez cztery lata studiował teologię moralną na Rzymie na Uniwersytecie Santa Croce (1987-1991). Studia uwieńczył doktoratem. Po powrocie był wikarym w parafii św. Antoniego w Dąbrówce Małej (1991-1992), a potem prefektem w WŚŚD w Katowicach (1992-1993). Równocześnie był wykładowcą teologii moralnej i etyki w WŚSD oraz placówce zamiejscowej KUL w Katowicach. W latach 1993-2003 był rezydentem w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Piasku. Nadal był także wykładowcą seminaryjnym. Od 2001 roku wykładał na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego. Prowadził również zajęcia w placówce zamiejscowej KUL i na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Śląskiego (filia w Cieszynie, do 2008). Przez rok rezydował w parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Pszczynie (2003-2004). 1 czerwca 2004 został mianowany administratorem parafii NSPJ w Piasku, a w 2006 roku jej proboszczem. Jest również egzaminatorem diecezjalnym i cenzorem książek. W l. 2013-2015 był delegatem biskupa katowickiego w procesie beatyfikacyjnym Sługi Bożego ks. Jana Machy.

Wspomnienia ks. Grzegorza Stephana ze studiów

W latach 1987-1991 miałem możliwość, stworzoną mi przez Uczelnię i wspierających ją dobroczyńców, studiować w Rzymie – wtedy Akademii, a dziś Uniwersytecie Świętego Krzyża. Był to czas, za który będę zawsze wdzięczny Bogu i ludziom związanym z Uczelnią. Wspominam ten okres jako jeden z najbardziej znaczących w moim życiu. Uczelnia dała mi i innym studentom z różnych stron świata wspaniałe, niedostępne w naszych krajach możliwości studiowania. Prowadzący zajęcia dydaktyczne odznaczali się wielkim profesjonalizmem, ale jednocześnie głęboką wiarą, oddaniem Kościołowi oraz przywiązaniem do Ojca świętego. Spotkałem się z wielką życzliwością i pomocą ze strony profesorów zawsze gotowych udzielać wyjaśnień. Wywarło to na mnie studencie z Polski i młodym księdzu olbrzymie i niezapomniane wrażenie. Wielu z nich stało się dla mnie wzorem do naśladowania. Santa Croce dało mi solidne przygotowanie teologiczne, ale także formacją duchową i osobową. Imponowała mi kultura osobista wykładowców. Uczelnia zapewne o to bardzo dbała. Stwarzało to wielki komfort studiowania. Akademia dawała mi swoistą pewność intelektualną wynikającą z panującej w niej troski o wierność nauczaniu Kościoła. Osobiście bardzo to sobie cenię. W Santa Croce doświadczyłem klimatu współodczuwaniem z Kościołem, co nie wszędzie jest spotykane.

Nie do przecenienia jest także samo środowisko, które stwarzała uczelnia. Studiowanie z ludźmi z różnych stron świata pozwala poznawać Kościół, zaznawać jego powszechności, prowadzić ciekawe rozmowy odkrywające bogactwo Kościoła. Pobyt w rzymskiej uczelni i samym Rzymie, mieszkanie w międzynarodowym kolegium tuż przy watykańskim murze, możliwość uczestniczenia w różnych kościelnych celebracjach, także z udziałem Ojca św. pozostawiły we mnie niezapomniane przeżycia duchowe i intelektualne. Do dziś przechowuję w wdzięcznej pamięci Mszę św., której przewodniczył Ojciec św. koncelebrowaną jesienią 1988 w kaplicy papieskiej wraz z kolegami z pensjonatu przy Viale Vaticano, a potem wspaniałe spotkanie w małym gronie z papieżem, św. Janem Pawłem II.

Moimi najbliższymi sąsiadami na stancji przy Viale Vaticano byli dwaj, wtedy klerycy, potem wyświęceni diakoni i prezbiterzy z ówczesnego Zairu: Maua i Tongele, zawsze tryskający humorem, bardzo inteligentni, znający kilka języków młodzi ludzie, ale z europejskich programów telewizyjnych rozumieli tylko mecze piłki nożnej, bo zapewniały ciągłość akcji. Filmy trzeba było im tłumaczyć – że nowa scena to nie nowy film. To uświadamiało nam różnice kulturowe, odmienność konwencji używanych w komunikacji. Kiedyś Tongele był z jednym z Polaków w Polsce zanosił się ze śmiechu, gdy zobaczył polski samochód „Syrenkę”. U nich jeździły wtedy tylko Toyoty i inne japońskie marki. W klapie nosił znaczek Solidarności. Pytany skąd to u niego z powagą odpowiadał, że jest Polakiem i należy do „Solidarności”.

Polska była w tamtym czasie kojarzona głównie z Janem Pawłem II i Solidarnością. Przez to budziła ciekawość, choć tak naprawdę była i chyba ciągle jest mało znana na Zachodzie. Rozmowy z kolegami z innych krajów stawały się okazją powiedzenia więcej o Polsce i Kościele w Polsce. Oni mogli powiedzieć jak są odbierane przez nich wydarzenia z ich historii i z naszej historii. To zbliża ludzi, pozwala się im lepiej rozumieć. Prowadzone dyskusje pomagały wzajemnie poznawać uwarunkowania naszych mentalności, choć ukształtowanych w tej samej cywilizacji chrześcijańskiej to przecież mających swoją specyfikę. O tym co tak poznawałem nigdzie pewnie bym się nie przeczytał. Także za to Bogu niech będą dzięki.

Przez cztery lata studiował teologię moralną na Rzymie na Uniwersytecie Santa Croce (1987-1991). Ks. dr Grzegorz Stephan

Proboszcz parafii NSPJ w Piasku w Diecezji Katowickiej, adiunkt na Wydziale teologicznym Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, dr nauk teologicznych w zakresie teologii moralnej

Furca.org