Furca.org

Rozpoczyna się kolejny Adwent w Twoim i moim życiu. Początek rodzi zawsze wiele pytań, ale wśród nich chcę zatrzymać się nad jednym: czego oczekuję od tej sytuacji? Czego spodziewam się po tegorocznym Adwencie?
Do Bożego Narodzenia niby jeszcze trochę zostało, ale świąteczne dekoracje w sklepach i na ulicach miast zdają się mówić coś innego. Bez wątpienia musimy dobrze przygotować się do świąt — zwłaszcza przez spowiedź czy rekolekcje — ale z całego serca proszę Cię i zachęcam: nie daj sobie odebrać Adwentu.

Mówi o tym święty Paweł w Liście do Rzymian, a ten fragment czytamy właśnie w pierwszą adwentową niedzielę: „[…] Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdy uwierzyliśmy” (Rz 13, 11). Wydawałoby się, że świadomość owej bliskości dobrze koresponduje z nieodległym bożonarodzeniowym świętowaniem, jak wspomniałem wcześniej. Zauważ jednak, że największe święto może dokonać się już dzisiaj i w każdej chwili — gdy w swojej wolności podejmiesz decyzję, aby po raz kolejny powiedzieć Bogu „tak”. Kiedy to zrobić? Gdy wstajesz rano i uświadamiasz sobie, że warto poświęcić parę minut na pacierz. Gdy przechodzisz w drodze do pracy obok kościoła i zaglądasz tam na moment, by pozdrowić obecnego wśród nas Chrystusa. Gdy wykonujesz swoje obowiązki rzetelnie, cierpliwie i z radością — nawet gdy trudno o uśmiech na zewnątrz i musi on pozostać w sercu. Gdy spędzasz chwile z rodziną, a może w samotności, lecz zdajesz sobie sprawę, że zawsze towarzyszy Ci Jezus.
Zapraszaj Go wciąż do Twojego życia. Święty Paweł mówi dalej, że trzeba „przyoblec się w Chrystusa”. Zastanów się, w których momentach niejako zdejmujesz z siebie Jego szatę — to znaczy łaskę — poprzez braki w miłości ku Bogu i bliźnim. Przyznam Ci, że dla mnie ta metafora jest szczególnie czytelna. Zastanawiam się teraz, w jakich momentach zdarzyło mi się zdjąć sutannę lub koloratkę. Czy na pewno trzeba to robić, gdy idzie się do sklepu lub na spacer? Czego się wstydzimy? Czy mam się bać wykonania znaku krzyża przed posiłkiem lub koło świątyni, bo inni „coś” powiedzą?
Nazwa „Adwent” pochodzi wprost od łacińskiego słowa „adventus”, które oznacza „przyjście”. Pan przychodzi do nas w tajemnicy Eucharystii, we wszystkich sakramentach Kościoła, w Słowie — przychodzi również poprzez nas samych. I o tym mówi Chrystus w dzisiejszej Ewangelii (Mt 24, 37-44), gdy zachęca do czuwania, używając liczby mnogiej: „czuwajcie”. Czuwanie nie może być bierne i zamknięte: powinno zawsze mieć w sobie myśl o drugim. Na ile pomagam innym w osiągnięciu duchowej czujności? Jakie jest moje świadectwo jako katolika? Niekiedy bywa tak, że nieuzasadniona krytyka Kościoła, która płynie z zewnątrz, czyni paradoksalnie o wiele mniejsze spustoszenie niż niespójność życia każdej i każdego z nas. Bądźmy czujni.

Otwierajmy się na tę zdolność czuwania, którą w dyspozycyjności względem Boga rozwinęła w sobie Maryja. Ona przyjęła to, co Pan dla Niej postanowił i rozważała wszystko w sercu. Jeżeli moje wnętrze jest nastawione na przyjmowanie Bożej obecności — a to dar dostępny w każdym momencie — nie stracę ani chwili poprzez oddalenie się od Mistrza. I nie idzie tutaj o wzruszenia czy emocje, tylko o świadomość wyrażoną w jednym słowie: „jest”. Bóg jest tu i teraz. Bóg przychodzący do Ciebie i do mnie w Adwencie — we wszystkich momentach życia, dzisiaj i w wieczności.

ks. Michał Grzesiak