Rozważanie na III Niedzielę Adwentu A
Liturgia trzeciej niedzieli Adwentu rozpoczyna się wezwaniem: „Radujcie się”. Już na progu Mszy Kościół wprowadza nas w ton niezwykłej nadziei. Po dwóch tygodniach czuwania, nawracania się i prostowania ścieżek słyszymy dziś zaproszenie do radości. Nie chodzi jednak o powierzchowny entuzjazm ani o wewnętrzny przymus udawania, że wszystko układa się po naszej myśli. Źródłem radości, którą Kościół stawia w centrum dzisiejszej liturgii jest bliskość przychodzącego Boga.
Pierwsze czytanie z Księgi Izajasza przenosi nas na pustynię – miejsce suchości, wyczerpania i braku życia. Wielu z nas zna takie przestrzenie z własnego doświadczenia: pustynie relacji, pustynie modlitwy, pustynie codzienności, w której brakuje sił, sensu i nadziei. Izajasz jednak głosi coś pozornie niemożliwego: „Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie!” Jak może radować się to, co jest martwe? Może – jeśli przychodzi tam Bóg.
Prorok maluje przejmujący obraz: zwiędłe miejsca świata eksplodują życiem, a człowiek, którego siły opadły, znów podnosi głowę, bo słyszy wezwanie: „Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe!” To nie jest zachęta do samozaparcia ani do mobilizowania ostatnich rezerw energii. To jest zapowiedź, że Bóg wkracza tam, gdzie człowiek nie może już nic. On nie obserwuje z daleka — „sam przychodzi, aby was zbawić”. Ta obietnica jest jak światło zapalające się w duszy: nie jestem sam, nie muszę wszystkiego dźwigać własną siłą. Właśnie w mojej pustyni Bóg chce rozpocząć swoje dzieło.
Psalm responsoryjny staje się odpowiedzią serca na tę obietnicę: „Przybądź, o Panie, aby nas wybawić!” Wybrzmiewa w nim nadzieja, tęsknota, a czasem także zniecierpliwienie. Psalmista przypomina nam, kim jest Bóg: wiernym i sprawiedliwym, tym, który karmi głodnych, podnosi poniżonych, przywraca wzrok ociemniałym i — co szczególnie ważne w świetle dzisiejszej Ewangelii — „wypuszcza na wolność więźniów”. To zapewnienie wróci jeszcze do nas, gdy staniemy przy Janie Chrzcicielu.
Drugie czytanie, z Listu św. Jakuba, odpowiada na napięcie między Bożą obietnicą a ludzkim zmaganiem. „Trwajcie cierpliwie, bo przyjście Pana jest już bliskie.” Cierpliwość, o której pisze Apostoł, nie jest biernym czekaniem. Jest postawą rolnika, który wierzy, że ziemia wyda owoc w swoim czasie. Rolnik nie przyspieszy wzrostu ziarna siłą woli — może tylko ufać naturze. Podobnie Jakub uczy nas zaufania wobec Boga: nie wszystko dzieje się natychmiast, ale wszystko wydarzy się wtedy, gdy Bóg uzna to za właściwe. Jego jest czas a jest to zawsze czas miłości. Apostoł przestrzega, aby czas oczekiwania nie stał się dla nas przestrzenią szemrania, narzekania, niecierpliwości i duchowego rozproszenia. Bóg nie zwleka, lecz działa w ciszy, w ukryciu, w dojrzewaniu. A dojrzewanie przynosi błogosławieństwo tym, którzy nie ustają w zaufaniu.
I właśnie w tej perspektywie rozumiemy najgłębiej dramatyczną scenę z dzisiejszej Ewangelii. Jan Chrzciciel, największy z proroków, ten, który sam wskazał Jezusa jako Baranka Bożego, znajduje się w więzieniu i zaczyna się niepokoić. Słyszy o czynach Jezusa, ale nie widzi ich na własne oczy. Jego sytuacja wydaje się być coraz bardziej beznadziejna. Wysyła więc uczniów z pytaniem, które zdradza ludzką słabość: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?” To pytanie nie płynie z niewiary, ale z cierpienia. Jan znał proroctwa. Wiedział, że Mesjasz ma „wypuszczać więźniów na wolność”, tak jak dziś słyszymy w psalmie. Tymczasem on sam, wierny prorok Boga, pozostaje za kratami.
Jezus odpowiada mu, przywołując znaki, które Izajasz zapowiadał: niewidomi widzą, chromi chodzą, głusi słyszą, ubogim głosi się dobrą nowina. To wszystko jest potwierdzeniem, że obietnice Boga się wypełniają. Ale Jezus pomija w swojej odpowiedzi jeden element: nie mówi nic o uwolnieniu więźniów. Ten fragment Izajasza zostaje przez Niego przemilczany. Nie dlatego, że nie jest prawdziwy, ale dlatego, że nie odnosi się już do Jana. Jego droga ma się dopełnić inaczej. Jan nie zostanie wybawiony z więzienia – nie wyjdzie na wolność, nie zobaczy Jezusa nauczającego tłumy, nie ujrzy Krzyża ani zmartwychwstania. Jego wierność zostanie przypieczętowana ofiarą życia. Jezus jakby mówi mu: „Bądź wierny. Nie zwątp. Obietnice Ojca wypełniają się naprawdę, choć nie wszystkie w taki sposób, jak sobie wyobrażasz”.
Jan doprowadził swoją misję do końca. Przygotował drogę Mesjaszowi nie tylko słowem i życiem, ale także swoją śmiercią. Dlatego Jezus wypowiada o nim zdumiewające słowa: „Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana.” A jednak dodaje zaraz potem: „Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on” – bo radość, którą Bóg obiecuje, przekracza nie tylko ludzkie oczekiwania, ale także ludzkie wyobrażenia o sukcesie, wolności i spełnieniu.
Niedziela Gaudete uczy nas, że chrześcijańska radość nie wypływa z tego, że wszystkie problemy są rozwiązane, a oczekiwania spełnione. Radość rodzi się z bliskości Boga. Cierpliwość rodzi się z zaufania, a nie z siły charakteru. Wierność jest odpowiedzią na obecność Tego, który przychodzi i nie opuszcza. A wolność, której oczekujemy, przychodzi niekiedy jako zmiana okoliczności, ale niekiedy jako droga przez ciemność ku wieczności.
„Radujcie się w Panu! Pan jest blisko.” Ta bliskość nie zawsze oznacza szybkie rozwiązanie trudności. Czasem – jak u św. Jana Chrzciciela – oznacza, że Bóg przygotował dla nas wolność większą niż ta, o którą się modliliśmy.
Ks. Mateusz Szurgot
Rzym, 24.11.2025