Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem:
Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? (por. Mt 11, 2-11)
Czy znasz człowieka, o którym możesz powiedzieć: to wspaniały, dobry, dojrzały i szczęśliwy
człowiek? Kimś takim właśnie był Jan Chrzciciel: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Jan to wzór człowieczeństwa. Kim był? Jan żył na 100% swoim powołaniem, a był kapłanem Starego Przymierza – jako syn Zachariasza kapłaństwo „odziedziczył” po swoim ojcu – był więc szczęśliwym kapłanem. Po drugie, był prorokiem – kimś blisko Boga, był nawet największym z proroków, bo wskazał Mesjasza! Jan – szczęśliwy i piękny człowiek: bardzo dojrzały, pociągający do Boga – chcielibyśmy, żeby ktoś taki był naszym sąsiadem, przyjacielem, księdzem…
Jan miał kryzys!
Ewangelia dzisiejszej niedzieli jest niezwykła, bo pokazuje nam chyba najtrudniejsze
doświadczenie jego życia: głęboki kryzys swojego powołania. Tak! On też doświadczył kryzysu! Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Całe życie wiedział, że to co robi jest słuszne, ale w pewnym momencie traci pewność swojej drogi, doświadcza kryzysu i pyta: „czy innego mamy oczekiwać?”.
Słowo Boga stawia nas dzisiaj wobec doświadczenia kryzysu, wątpliwości, poczucia bezsensu…
Kogo z nas omija to doświadczenie? Więzienie Jana jest symbolem takiego doświadczenia: człowieka pozostawionego samemu sobie ze swoim własnym kryzysem… moralnym, kryzysem powołania, kryzysem porażki życiowej i wieloma innymi. Słowo Boże zadaje pytanie: co robić z takim kryzysem? Co zrobić, gdy jest „pod górkę”?
Kryzys jest normalny, kryzys jest OK…
Nawet tak wielki człowiek jak Jan Chrzciciel miał kryzys. Dla mnie to znaczy przede wszystkim, że wątpliwość i kryzys są normalne. Wątpliwość nie jest tylko doświadczeniem psychicznym, jest jednym z najważniejszych doświadczeń duchowych. Gdy wydaje się, że „wszystko jest źle” we mnie i na zewnątrz w duchowości chrześcijańskiej mówimy o strapieniu duchowym – tak nazywał to doświadczenie św. Ignacy z Loyoli.
Na czym ono polega? To odczucie ciemności w sercu, brak harmonii, poczucie braku wsparcia ze strony Boga, niepewność, wiele pokus, niepokój w sercu, niechęć do życia duchowego. To stan nieprzyjemny. Czasami może trwać kilkanaście minut i mija; czasami może się przeciągać na wiele dni, albo miesięcy. Św. Jan Chrzciciel w więzieniu przeżywał swoje strapienie: wątpił w Jezusa, wątpił czy to co głosił o Nim było prawdą, być może miał odczucie porażki u kresu życia, które w więzieniu dobiegało końca i rzeczywiście wkrótce został ścięty przez Heroda.
Skąd się biorą strapienia w nas?
Czemu mamy doświadczenie strapienia? Powodów może być kilka i ważne żeby poznać ten „mój” powód, a później dobrać dobrze lekarstwo. Czasami doświadczamy kryzysu z własnej winy: z lenistwa, gdy jesteśmy leniwi na modlitwie, stajemy się coraz bardziej oziębli – to okazja do odnowy gorliwości, która przywraca pokój.
Czasami zaś to próba, którą Pan Bóg daje, ma ona nam pokazać na ile nas stać bez pocieszenia, ile możemy Panu Bogu dać „za darmo”, bez „zapłaty”, bez otrzymania łask. A wszystko po to, żebyśmy poznali, że nie od nas zależy nasza duchowa siła, Bóg chce nas przez to pouczyć, że wszystko jest Jego darem i łaską; leczy z pychy.
Jak przeżywać swoje strapienie i kryzys?
Kilku rad udziela św. Ignacego z Loyoli, który był „mistrzem kryzysów i strapień”. Po pierwsze:
wytrwać – czyli być trochę jak jeż, który zamienia się „w kulkę”, gdy widzi niebezpieczeństwo, nie wie co się dzieje i próbuje… przeczekać. Po drugie: nigdy nie zmieniać decyzji – szczególnie życiowych, bo w strapieniu umysł nie pracuje dobrze, jest narażony na pokusy, mamy mało siły łatwo się wtedy wycofujemy, popełniamy głupie błędy. Po trzecie: myśleć o tym, że choć Pan Bóg świadomie pozostawił nas swoim własnym siłom i bez Pana Boga, ani kroku dalej nie pójdę, to pocieszenie nadejdzie na pewno!
Gdy Jezus dowiaduje się o strapieniu Jan posyła od razu uczniów, żeby mu powiedzie: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi odzyskują wzrok, chromi chodzą… a błogosławiony kto we Mnie nie zwątpi”. Jezus pociesza Jana!
Niedziela Gaudete – niedziela radości – przypomina nam, że nie można być szczęśliwym
człowiekiem i w pełni radosnym, bez doświadczenia strapienia, wątpliwości, porażki: one są częścią naszej normalności. Pośród nich rodzi się radość. Wszystkim smutnym i strapionym, w wątpliwościach dedykuję dzisiejsze proroctwo Izajasza, które jest obietnicą radości, jeśli wytrwają: Osiągniesz radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie.
ks. Klaudiusz Mann
Furca.org