Furca.org

Stacja III – Pierwszy upadek Pana Jezusa

„Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: On wziął na siebie nasze słabości
i nosił nasze choroby.” (Mt 8, 17)

Ciężar ludzkich słabości i grzechów był tak wielki, że Jezus upadł pod ich ciężarem. To także i moje grzechy sprawiły, że Pan ugiął się pod ich ciężarem. Tak jak przyjął je dobrowolnie na siebie by mnie zbawić, tak i w tym momencie podnosi się by zanieść je dalej na Górę Kalwarii.

Choć droga jeszcze daleka, to pod przynagleniem katów i okrzykiem gapiów Jezus powstaje i idzie dalej. Choć droga nie łatwa, niesie krzyż dalej, bo miłość do każdego grzesznika Go do tego przynagla.

Pomyślę przy tej stacji o moich osobistych upadkach na mojej osobistej drodze krzyżowej. Czasem uginam się pod ciężarem mojego krzyża, co powoduje, że nie mam siły do powstania, sprawia, że nie chce iść dalej. Może pojawia się pokusa, by zrzucić ten krzyż i nie nieść go dalej. Lecz w takich momentach muszę przypomnieć sobie, że Chrystus powstał i pomaga i mi się podnieść z moich upadków. Nie niosę mojego krzyża sam, niesie go ze mną Chrystus.

Panie Jezu, przez tę tajemnicę twojego pierwszego upadku, proszę Cię o łaskę bym za każdym razem powstał z moich codziennych upadków i z nadzieją szedł dalej ku wyznaczonej mecie jaką jest nagroda życia wiecznego.

Stacja IV – Pan Jezus spotyka Matkę swoją

„Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć,
ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.” (Iz, 53, 2-3)

Choć na drodze krzyżowej było wielu ludzi, którzy nie chcieli patrzyć na Skazańca, tak skatowanego i zbroczonego krwią, potem i pyłem ulicy, to jednak ktoś wypatrywał tego Oblicza. Być może spotkanie z Maryją trwało tylko kilka chwil, być może spotkali się wyłącznie wzrokiem, lecz to spotkanie dwóch serc zostało zapisane w pobożnej tradycji.

Maryja, wpatruje się teraz w „Owoc swojego łona”, tego, którego piękne Oblicze zobaczyła jako pierwsza, choć teraz nie ma ono blasku czy wyglądu. Nie odwraca wzroku, nie zakrywa swojej twarzy, lecz patrzy i towarzyszy swojemu Synowi. Może właśnie to choćby krótkie spojrzenie Maryi w kierunku Jezusa, dodało mu otuchy i siły by iść dalej i nieść ciężki krzyż.

W naszym życiu nie rzadko i my odwracamy wzrok, by nie patrzyć na tych, którzy może najbardziej nas wtedy potrzebują. Potrzebujemy tej odwagi i czułości Maryi by patrzeć i widzieć w drugim bracie i siostrze, tak nie raz oszpeconych przez swój grzech samego Chrystusa.

Panie Jezu, przez tę tajemnicę twojego spotkania z Matką Bolesną, daj nam miłosierne oczy by w drugim człowieku widzieć Twoje oblicze.

Rozważania przygotował: ks. Mateusz Bugno (Pampeluna)